{"id":958,"date":"2011-02-03T16:14:42","date_gmt":"2011-02-03T15:14:42","guid":{"rendered":"https:\/\/politech.kasprzak.biz\/index.php"},"modified":"2011-02-03T16:14:42","modified_gmt":"2011-02-03T15:14:42","slug":"lwow-od-rana-do-wieczora","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/lwow-lvov-lviv\/lwow-od-rana-do-wieczora\/","title":{"rendered":"Lw\u00f3w od rana do wieczora"},"content":{"rendered":"<p>&#8222;<strong>Poranek to pora na posi\u0142ek porz\u0105dny, w barze. Zanim nadejdzie pora obiadu, kusi ulica i targ. A wiecz\u00f3r? C\u00f3\u017c, wiecz\u00f3r najlepiej sp\u0119dzi\u0107 tam, gdzie mo\u017cna si\u0119 i naje\u015b\u0107, i napi\u0107 jednocze\u015bnie.<\/strong><\/p>\n<p><strong> <\/strong><br \/>\nDawniej nazywa\u0142 si\u0119 George, teraz nazywa si\u0119 \u017bor\u017c. By\u0142 luksusowy, taka nowoczesna wizyt\u00f3wka miasta, teraz spsia\u0142 troch\u0119. Hotel w centrum Lwowa. Niekt\u00f3re pokoje nie maj\u0105 \u0142azienki. W uliczce obok zosta\u0142a ma\u0142a kawiarenka, w takim stylu, kt\u00f3ry znika ju\u017c powoli, bo ludzie wol\u0105 espresso albo McDonalda. Trzy wysokie stoliczki, takie, \u017ceby postawi\u0107 kaw\u0119 i oprze\u0107 \u0142okcie stoj\u0105c, bo nie ma \u017cadnych siedze\u0144. Bar z ekspresem, kt\u00f3ry pami\u0119ta dawne czasy, ale nadal jest na chodzie. Troch\u0119 czekoladek, troch\u0119 w\u00f3dy, jaka\u015b tutejsza brandy zwana koniakiem, kilka kanapek z zasch\u0142ym serem. Ale kawa dobra.<\/p>\n<p>Kiedy\u015b tam nad ni\u0105 stali\u015bmy, ca\u0142y budynek by\u0142 wtedy w rusztowaniach. Nad drzwiami pokaza\u0142y si\u0119 nogi, zwis\u0142y na chwil\u0119, i zaraz w drzwiach wyl\u0105dowa\u0142 robotnik w ubabranym kombinezonie. Po nim nast\u0119pny, i jeszcze jeden, i jeszcze. Weszli spokojnie do kawiarenki, zam\u00f3wili p\u00f3\u0142 litra i jedn\u0105 czekoladk\u0119. Rozkroili j\u0105 sobie scyzorykiem, chlapn\u0119li po szklance, przegry\u017ali u\u0142amkiem praliny i zaraz wr\u00f3cili do pracy. Centrum miasta, pod hotelem \u017bor\u017c, drugie \u015bniadanie robotniczej braci.<\/p>\n<p>Lubi\u0119 ten luz ukrai\u0144ski, to swobodne siedzenie po knajpkach, picie kawy, jakiej u nas nikt nawet nie zna &#8211; gotowanej w tygielkach, na ekspresie z grub\u0105 warstw\u0105 czarnego piasku. Musi by\u0107 s\u0142odka, nies\u0142odka si\u0119 nie liczy. Najlepiej, je\u015bli jest do niej jaki\u015b alkohol; mo\u017ce by\u0107 koniak (ale powiadaj\u0105, &#8222;ech, teraz te nasze koniaki wszystkie oszukane&#8221;, i co gorsza to prawda); a je\u015bli nie koniak, to chocia\u017c s\u0142odkie wino z Krymu. Siedz\u0105, gadaj\u0105, popijaj\u0105 lekko; ledwie rzut beretem od naszej granicy, a wszystko zupe\u0142nie inne.<\/p>\n<p>Na przyk\u0142ad \u015bniadanie. Nie hotelowe, ale takie w knajpce, dajmy na to niedaleko ko\u015bcio\u0142a \u015bw. El\u017cbiety. Tramwaj piszczy i dzwoni, bo si\u0119 tu rozje\u017cd\u017ca na trzy strony, do \u015bw. Jura, do dworca, do miasta. W oknach paprotki i firanki, wchodz\u0105 faceci w spodniach zaprasowanych w kant, z teczk\u0105. Biurali\u015bci, biznesmeni, czort wie; przyszli co\u015b zje\u015b\u0107. Poranek to jest pora na posi\u0142ek porz\u0105dny &#8211; wi\u0119c do wyboru na barze panierowane kotlety, oczywi\u015bcie wieprzowe, bo tu wieprzowina kr\u00f3luje. Potem panierowane ryby, od niewielkich p\u0142oci po dzwonka karpia; wystarczy wskaza\u0107 palcem. Za lad\u0105 alkohole, wi\u0119c jest jak w prawdziwym barze, i to jedzenie sma\u017cone, ale zimne (bo tak si\u0119 tu je), i barmanka, bywa, nak\u0142ada kotlety i polewa pi\u0119\u0107dziesi\u0105tk\u0119 na \u015bniadanie; do tego ziemniaki albo sa\u0142atka. Albo &#8211; ta\u0144sza wersja &#8211; kanapki: z kilkoma ziarnami kawioru, albo z posypane tartym serem, wszystkie zdobione pietruszk\u0105, p\u00f3\u0142ksi\u0119\u017cycami z pomidora, \u017ceby by\u0142o elegancko, skoro ju\u017c nie mo\u017ce by\u0107 obficie.<\/p>\n<p>Zanim nadejdzie obiad, kusi ulica. Najcz\u0119\u015bciej kusi w Rynku, pod domem towarowym, i na ka\u017cdym targu, a jest ich kilka w centrum. W\u0142a\u015bnie tam, po ich obecno\u015bci, wida\u0107, gdzie jest teraz Lw\u00f3w, ca\u0142a Ukraina (a trzeba powiedzie\u0107, \u017ce &#8211; tak jak Kij\u00f3w &#8211; jest Lw\u00f3w raczej szcz\u0119\u015bliwym wyj\u0105tkiem na tle ca\u0142ej reszty). Targ musi by\u0107, targ jest zawsze, bo z targu bierze si\u0119 wszystko &#8211; nawet chleb, bo tutaj ta\u0144szy troch\u0119. Na targ idzie si\u0119 po nabia\u0142, bo prosto ze wsi; stoj\u0105 baby z bia\u0142ym serem, t\u0142ustym, bo ser ma by\u0107 t\u0142usty, tu nie dosz\u0142y te nowe mody, te sery md\u0142e i trociniaste; jest \u015bmietana g\u0119sta jak we\u0142na, opatulaj\u0105ca, doskona\u0142a &#8211; tyle, \u017ce j\u0105 sprzedaj\u0105 w butelkach po coli. Na targu kupuje si\u0119 zielenin\u0119, i ta zielenina pochodzi z ogr\u00f3dk\u00f3w pod miastem; wystarczy wyjecha\u0107 par\u0119na\u015bcie kilometr\u00f3w, a wida\u0107 osiedla blok\u00f3w, wyrastaj\u0105ce z p\u00f3l. \u017badnych trawnik\u00f3w, tylko biedna droga dojazdowa i pola. Ludzie z blok\u00f3w okopuj\u0105 ziemniaki, pomidory, buraki &#8211; na w\u0142asne potrzeby, na zim\u0119, i na sprzeda\u017c, \u017ceby by\u0142o troch\u0119 grosza. Na szosie zawsze wida\u0107 motorowery z przytroczona skrzynk\u0105: ludzie po pracy jad\u0105 na dzia\u0142k\u0119, a potem dopiero do domu; a przed prac\u0105 jeszcze nieraz na targ, \u017ceby sprzeda\u0107.<\/p>\n<p>Wi\u0119c \u0142azi si\u0119 tak po\u015br\u00f3d stragan\u00f3w, kto\u015b trzyma prosiaka w worku, kto\u015b ma kupk\u0119 s\u0142onecznika na sprzeda\u017c, kto\u015b by\u0142 w Polsce i handluje mielonym mi\u0119sem &#8211; by\u0142o mro\u017cone, ale s\u0142o\u0144ce akurat \u015bwieci; wreszcie specjalno\u015b\u0107 tutejsza pod w\u00f3dk\u0119: suszona ryba. A wszystko takie, jakiego od dawna nikt u nas nie ogl\u0105da\u0142, niewymiarowe, czasami z plamk\u0105, powykr\u0119cane. I kto by u nas pozwoli\u0142 na handel uklej\u0105 z rzeki? Bo z jakiej rzeki, przez kogo z\u0142owion\u0105, kto j\u0105 suszy\u0142 i w jakich warunkach? Od razu by pad\u0142y te pytania, od razu jaki\u015b sanepid by napad\u0142 sprzedawc\u0119 w tureckim swetrze.<\/p>\n<p>Po\u015br\u00f3d budek i sto\u0142\u00f3w kr\u0105\u017c\u0105 babiny z garnkiem okutanym w gazety &#8211; u nich mo\u017cna kupi\u0107 przek\u0105sk\u0119, sma\u017cone piero\u017cki z mi\u0119sem albo ziemniakami i serem. Kr\u0105\u017c\u0105 kobiety z tacami, a na tacach andruty u\u0142o\u017cone w piramid\u0119, takie domowej roboty; wszystko po par\u0119 groszy, wszystko takie lekko podejrzane si\u0119 wydaje turystom niedzielnym, kt\u00f3rzy przekroczyli granic\u0119 i kln\u0105 na wszystko, co widz\u0105. Zachodz\u0105 do hali z mi\u0119sem &#8211; zapach przegoni nawet wytrwa\u0142ych, bo ten handel tutejszy jest z innych czas\u00f3w, po prostu. Hala dwupi\u0119trowa, z ladami w prostok\u0105t, wewn\u0105trz sprzedawcy w bia\u0142ych fartuchach; na ladach mi\u0119so, najcz\u0119\u015bciej najzwyklejsza r\u0105banka, pe\u0142no sa\u0142a, czosnkowej s\u0142oniny, niezb\u0119dnej do \u017cycia przek\u0105ski. No i \u015bwi\u0144skie \u0142by.<\/p>\n<p>No, nie zawsze mo\u017cna nam\u00f3wi\u0107 towarzysza podr\u00f3\u017cy na t\u0142uste piero\u017cki jedzone z papierka, ani na bu\u0142eczki nadziewane pur\u00e9e z fasoli. Wtedy zawsze pozostaje knajpa. W obiadowej porze to mo\u017ce by\u0107 knajpa dowolna, restauracja, bar, kawiarnia, bo wtedy w ka\u017cdym lokalu podaj\u0105 jedzenie. Nam si\u0119 Ukraina kojarzy z barszczem &#8211; wi\u0119c grzech sobie odm\u00f3wi\u0107 barszczu, tak dla por\u00f3wnania. Tu barszcz jest bli\u017cszy zupy jarzynowej (cho\u0107 na mi\u0119sie) z przewag\u0105 burak\u00f3w, z kawa\u0142kiem mi\u0119sa; z wielkim kleksem \u015bmietany i mn\u00f3stwem zieleniny. W\u0142a\u015bnie to wyko\u0144czenie sprawia, \u017ce jest bardziej z\u0142o\u017cony od barszczu, kt\u00f3ry u nas zwykle si\u0119 jada. Na drugie mo\u017cna zje\u015b\u0107 wareniki, czyli pierogi po prostu: ciasto maj\u0105 delikatne, a farsze od ziemniaczanych i mi\u0119snych po s\u0142odkie. Brzmi znajomo, smakuje inaczej. Nie wiem, ile razy jad\u0142em wareniki na Ukrainie, jako\u015b nigdy nie by\u0142y kleiste, nigdy nie by\u0142y nieudane. Ot, domowe danie przeniesione do bar\u00f3w i restauracji, wymagaj\u0105ce pracy, ale tanie. Podobnie pielmieni, male\u0144kie piero\u017cki, troch\u0119 jak nasze uszka, tyle, \u017ce rodem z Syberii. Jedno z tych da\u0144, jeden z tych obyczaj\u00f3w kulinarnych, kt\u00f3re si\u0119 upowszechni\u0142y na Ukrainie przez lata radzieckiej w\u0142adzy. Najlepsze z ryb\u0105: talerz pielmieni, mas\u0142o z targu &#8211; takie, o jakie wo\u0142aj\u0105 ludzie ze Slow Foodu, doda\u0142bym od siebie jeszcze kieliszek bia\u0142ego wina. Od baru w podw\u00f3rzu, gdzie jedzenie serwuj\u0105 na plastiku, a\u017c po knajp\u0119 z pretensjami, wsz\u0119dzie to daj\u0105.<\/p>\n<p>A wiecz\u00f3r, c\u00f3\u017c, wiecz\u00f3r najlepiej sp\u0119dzi\u0107 gdzie\u015b, gdzie mo\u017cna si\u0119 naje\u015b\u0107 i napi\u0107 jednocze\u015bnie. Ja omijam Puzat\u0105 Chat\u0119, samoobs\u0142ugow\u0105 sieci\u00f3wk\u0119 z hitami ukrai\u0144skiej kuchni ludowej; wol\u0119 ju\u017c wjecha\u0107 na ostatnie pi\u0119tro domu towarowego na zapleczu opery. Jem sa\u0142atk\u0119 z burak\u00f3w na ostro, albo ozorkow\u0105, i pij\u0119 miejscowe piwo. Albo wracam w okolice ko\u015bcio\u0142a \u015bw. El\u017cbiety, do ma\u0142ej knajpki, kt\u00f3ra si\u0119 nazywa Walencja, bo w\u0142a\u015bciciele przywie\u017ali kapita\u0142 z Hiszpanii. Siedzi si\u0119 tu na krzes\u0142ach na chodniku, mo\u017cna zje\u015b\u0107 kurczaka albo sa\u0142atki, albo nic, zale\u017cy od dnia. Ale wtedy polec\u0105 po czekolad\u0119 na przeprosiny i pocz\u0119stuj\u0105 w\u00f3dk\u0105.<\/p>\n<p>Dziwny ten Lw\u00f3w, i miejscami bardzo daleki od oczekiwa\u0144, na szcz\u0119\u015bcie.&#8221;<\/p>\n<address style=\"text-align: right;\">\u017ar\u00f3d\u0142o gazeta.pl Wojciech Nowicki <\/address>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>&#8222;Poranek to pora na posi\u0142ek porz\u0105dny, w barze. Zanim nadejdzie pora obiadu, kusi ulica i targ. A wiecz\u00f3r? C\u00f3\u017c, wiecz\u00f3r najlepiej sp\u0119dzi\u0107 tam, gdzie mo\u017cna si\u0119 i naje\u015b\u0107, i napi\u0107 jednocze\u015bnie. Dawniej nazywa\u0142 si\u0119 George, teraz nazywa si\u0119 \u017bor\u017c. By\u0142 luksusowy, taka nowoczesna wizyt\u00f3wka miasta, teraz spsia\u0142 troch\u0119. Hotel w centrum Lwowa. Niekt\u00f3re pokoje nie<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":2131,"menu_order":20,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","template":"","meta":{"footnotes":""},"class_list":["post-958","page","type-page","status-publish","hentry"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/958","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=958"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/958\/revisions"}],"up":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/2131"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=958"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}