{"id":2135,"date":"2009-06-29T18:37:15","date_gmt":"2009-06-29T16:37:15","guid":{"rendered":"http:\/\/kasprzak.biz\/wordpress\/?page_id=76"},"modified":"2009-06-29T18:37:15","modified_gmt":"2009-06-29T16:37:15","slug":"ogladam-lwow","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/lwow-lvov-lviv\/ogladam-lwow\/","title":{"rendered":"Ogl\u0105dam Lw\u00f3w"},"content":{"rendered":"<p>Na pocz\u0105tku nasz autobus stoi w kolejce, a ja ogl\u0105dam teatr w ogonku obok. Gruby kierowca w podkoszulce usi\u0142uje wcisn\u0105\u0107 swoj\u0105 Wo\u0142g\u0119 w g\u0142\u00f3wny nurt aut. Kiedy to mu si\u0119 nie udaje, tr\u0105bi, wysiada i krzyczy. Nast\u0119pnie ociera pot z czo\u0142a i wraca za kierownic\u0119. Czeka, usi\u0142uje powt\u00f3rzy\u0107 manewr.<\/p>\n<p>W miasteczku za granic\u0105 kierowca wykonuje autobusem kilka dziwnych manewr\u00f3w, parkuje i znika. Wraca trzymaj\u0105c reklam\u00f3wk\u0119 z pobrz\u0119kuj\u0105c\u0105 zawarto\u015bci\u0105. U\u015bmiecha si\u0119 do nas przepraszaj\u0105co.<\/p>\n<p>Ucz\u0119 si\u0119 ukrai\u0144skiej cyrylicy na przydro\u017cnych znakach. Stary m\u0119\u017cczyzna pokazuje komu\u015b r\u00f3wnin\u0119 za rz\u0119dem topoli. M\u00f3wi, \u017ce za horyzontem jest wie\u015b, w kt\u00f3rej si\u0119 urodzi\u0142 i \u017ce przez t\u0119 r\u00f3wnin\u0119 szed\u0142 na nast\u0119pn\u0105 stacj\u0119, kiedy uciek\u0142 mu poci\u0105g maj\u0105cy go zawie\u017a\u0107 do wojska. Ale wtedy nie by\u0142o tutaj topoli, wtedy nawet przestrze\u0144 mia\u0142a inn\u0105 nazw\u0119.<\/p>\n<p>Ogl\u0105dam Ukrain\u0119. Hrywny, kt\u00f3re ze sob\u0105 wieziemy, a kt\u00f3re kupili\u015bmy w azjatyckich budach na dworcu w Przemy\u015blu, nie przypominaj\u0105 \u017cadnych znanych mi banknot\u00f3w, s\u0105 jak ilustracje do bajki o dobrym dziadku. Podobnie jest z Ukrain\u0105 za oknami. Niby znam taki krajobraz, ale ten kt\u00f3ry widz\u0119, jest jakby troch\u0119 nierealny i inny.<\/p>\n<p>W ko\u0144cu po oko\u0142o godzinnie sennej drogi pojawia si\u0119 pierwszy \u015blad. Naciera z lewej flanki. Jest jak rami\u0119 zatoki albo jak rami\u0119 lodowca. D\u0142ugie, brudnoszare osiedle z d\u017awigami, rosn\u0105c\u0105 z\u0142ot\u0105 cerkwi\u0105. Ma\u0142a tabliczka L\u2019viv, w\u0105ska droga.<\/p>\n<p>Po chwili wyje\u017cd\u017camy na bardzo szerok\u0105 alej\u0119 z podejrzan\u0105 w wygl\u0105dzie nawierzchni\u0105. Mijamy skrzy\u017cowania i zanim miasto na dobre rozpoczyna si\u0119, autobus skr\u0119ca i wje\u017cd\u017ca na ma\u0142y plac przed budynkiem. To Autowakza\u0142 Stryjski.<\/p>\n<p>Na parterze dworca przy paru kasach pomi\u0119dzy kiblami uwijaj\u0105 si\u0119 ludzie. Wy\u017csze pi\u0119tra wygl\u0105daj\u0105 natomiast jak pa\u0142ac \u015blub\u00f3w w ruinie. Przestrze\u0144 powi\u0119kszona pustk\u0105. Na \u015bcianie wielka plansza komunikacji na Ukrainie, pod ni\u0105 kasy zamkni\u0119te na amen.<\/p>\n<p>Na komputerowym wydruku imituj\u0105cym bilety s\u0105 nasze nazwiska napisane cyrylic\u0105. Roz\u015bmiesza nas to bardzo. Opr\u00f3cz tego jest peron i s\u0105 numery miejsc w autobusie. Zadziwiaj\u0105co japo\u0144ski porz\u0105dek.<\/p>\n<p>Przed dworcem przeje\u017cd\u017caj\u0105 przypominaj\u0105ce kraby trolejbusy. To jednak nie nimi b\u0119dziemy jecha\u0107, czeka nas dziewicza, pierwsza w \u017cyciu, podr\u00f3\u017c marszrutk\u0105, oficjalnym \u015brodkiem transportu b\u0119d\u0105cym zorganizowanym chaosem.<\/p>\n<p>Nasz numer stoi na przystanku. Na pocz\u0105tku nie mog\u0119 porozumie\u0107 si\u0119 ze zm\u0119czonym kierowc\u0105. Potem pomaga nam kto\u015b m\u00f3wi\u0105cy po polsku \u2013 Litwin, kt\u00f3remu b\u0119d\u0119 p\u00f3\u017aniej (i jestem nadal) bardzo wdzi\u0119czny (Litwin zdradza si\u0119 p\u00f3\u017aniej s\u0142owem kluczem \u201eMickievicius\u201d).<\/p>\n<p>Jedziemy przez wielkie ulice. Marszrutka zatrzymuje si\u0119 i do jej wn\u0119trza pakuje si\u0119 coraz wi\u0119cej ludzi. Na kolanach mam plecak, kto\u015b dotyka w \u015bcisku mojej nogi. Za oknami jest miasto. Widz\u0119 je wyra\u017anie. Bilboardy, samochody, wielkie budynki, oczywiste i nowe jak we \u015bnie.<\/p>\n<p>Ko\u0144czy si\u0119 sowiecko szeroka i prosta ulica Stryjska. Zaczyna si\u0119 dawna, kr\u0119ta z nier\u00f3wnym brukiem (my\u015bl\u0119 o tym kto tu mieszka\u0142).<\/p>\n<p>Za oknami przewija si\u0119 co\u015b, co wygl\u0105da jak dawne \u017cydowskie miasteczko. Ulica, przez kt\u00f3r\u0105 jedziemy nosi nazw\u0119 Zielona. Widz\u0119 partery dom\u00f3w, ludzi na tle \u0142uszcz\u0105cych si\u0119 jak kora platana mur\u00f3w. Czytam nazwy ulic i wtedy otwiera si\u0119. Litwin pokazuje \u201eMickievicius\u201d. Przestrze\u0144 ro\u015bnie.<\/p>\n<p>Wysiadamy z marszrutki w cieniu wielkich drzew na ulicy miasta (czyli prospekcie Swobody, dawnych Wa\u0142ach Hetma\u0144skich).<\/p>\n<p>Potem jest hotel z holem za du\u017cym i pustym, ze \u015bwiat\u0142em z biblioteki. Szerokie pagony mundur\u00f3w na schodach i w windzie. Ta ostatnia posiada przyciski znane mi dotychczas wy\u0142\u0105cznie z odbiornik\u00f3w radia &#8211; wci\u015bni\u0119cie jednego powoduje &#8222;wyci\u015bni\u0119cie&#8221; pozosta\u0142ych &#8211; efektem jest natychmiastowa integracja pasa\u017cer\u00f3w, trzeba ustali\u0107, kto na jakie pi\u0119tro jedzie i po kolei wciska\u0107 przyciski. Odnosz\u0119 wra\u017cenie, \u017ce wszystko w hotelu skrzypi, pod\u0142oga w korytarzu, \u0142\u00f3\u017cka w pokoju.<\/p>\n<p>Pok\u00f3j nie wiedzie\u0107 czemu przynosi mi na my\u015bl Raskolnikowa. Przy pomocy plam na tapecie, ma\u0142ej umywalki oraz szafy w \u015bcianie wzbudza moj\u0105 sympati\u0119. Za oknem podszewka miasta, kominy, anonimowa ulica, wielkie domy, \u015bmietniki.<\/p>\n<p>Ulica obok hotelu, z ty\u0142u Opery, jest szara, a przynajmniej tak\u0105 j\u0105 pami\u0119tam. Trzeba nauczy\u0107 si\u0119 przez ni\u0105 przechodzi\u0107, aby nie ryzykowa\u0107 \u017cycia. To pocz\u0105tek ulicy Horodockiej, Gr\u00f3deckiej. Du\u017co p\u00f3\u017aniej b\u0119d\u0119 czyta\u0142 o niej i o pchlim targu za Oper\u0105. Na razie jednak widz\u0119 siebie na czarnobia\u0142ym filmie, jak walcz\u0119 bez umiej\u0119tno\u015bci o \u017cycie.<\/p>\n<p>Potem Rynek. Widz\u0119 nas na kolorowej kliszy. Mury w kolorze piachu, i\u0142u. Ziele\u0144 \u0142awki na kt\u00f3rej pijemy piwo. Wieje wiatr i zwiewa nam kartki ze stolika. Przychodzi mi do g\u0142owy banalne stwierdzenie, \u017ce zatrzyma\u0142 si\u0119 tutaj czas, tyle \u017ce niedawno, jakie\u015b dwadzie\u015bcia lat temu.<\/p>\n<p>Wizyta w domu towarowym na rogu upewnia mnie. Taki sklep z cieniem lasu, zapachem kurzu i rzeczami, kt\u00f3rych nie chcesz kupi\u0107, widzia\u0142em dawno jako ch\u0142opiec w brzydkim mie\u015bcie swojego dzieci\u0144stwa.<\/p>\n<p>Ulice obok rynku. Krakowska, Drukarska, Ruska. W kolorze kamienia z pociemnia\u0142ymi szyldami.<\/p>\n<p>Plac Dani\u0142a Halickiego (niekt\u00f3rzy uznaj\u0105, \u017ce blu\u017ani\u0119, nazwy jednak nie maj\u0105 tak wielkiego znaczenia). Ciemny, pi\u0119kny i ponury jak dekoracja teatralna, z magnetycznym tonem br\u0105zu. Wychodzimy na niego z ulic, kt\u00f3re darz\u0119 uczuciem \u2013 starych, pustych, oszpeconych porzucon\u0105 ci\u0119\u017car\u00f3wk\u0105, przez kt\u00f3re wieczorem przechodzi si\u0119 szybko z postawionym ko\u0142nierzem. Z tego placu pod g\u00f3r\u0119 ulic\u0105, przez okolice bez czasu, na Wysoki Zamek.<\/p>\n<p>Przystajemy w bramie klasztoru bernardynek, prawie nieistniej\u0105cej ze staro\u015bci.<\/p>\n<p>Ciemna \u015bciana nawy i wielka kopu\u0142a. Jasna szpara \u015bwiat\u0142a u g\u00f3ry. Z perspektywy zau\u0142ka przyci\u015bni\u0119tego do mur\u00f3w sob\u00f3r \u015bw. Jura wygl\u0105da jak stary statek w wysokim doku. Nie wiem, czemu usi\u0142owali\u015bmy trafi\u0107 do niego od ulicy Gr\u00f3deckiej. Wyniesiony najwy\u017cej w mie\u015bcie broni si\u0119 od tej strony stromo\u015bci\u0105 wzniesienia i ogromn\u0105 ilo\u015bci\u0105 \u0142opian\u00f3w. Jak wro\u015bni\u0119ty otacza go dom w kolorze morskiego paso\u017cyta \u2013 wygl\u0105da jak nawiedzony (czarna brama prowadzi donik\u0105d, w wysokie \u015bwiat\u0142o zau\u0142ka). \u017beby tu trafi\u0107 trzeba min\u0105\u0107 szary budynek cyrku, plac zabaw, wyra\u017an\u0105 wsp\u00f3\u0142czesno\u015b\u0107.<\/p>\n<p>W \u015brodku soboru nuda zwyk\u0142o\u015bci, spok\u00f3j sztandar\u00f3w. W bocznej nawie dwie dziewczyny pochylaj\u0105 si\u0119 nad obrazkiem za szk\u0142em, ca\u0142uj\u0105 go i \u015bcieraj\u0105 \u015blad le\u017c\u0105c\u0105 obok chusteczk\u0105. Na \u015brodku ko\u015bcio\u0142a matka podnosi ch\u0142opca w \u015bwiat\u0142o, \u017ceby m\u00f3g\u0142 dosi\u0119gn\u0105\u0107 ikony.<\/p>\n<p>Po wizycie zostaje nam w palcach kwadratowy obrazek, na kt\u00f3rym czerwony \u015bwi\u0119ty Jerzy obsypany z\u0142otym konfetti torturuje tr\u00f3jz\u0119bem smoka. Wychodzimy przez bram\u0119 na plac i szerok\u0105 ulic\u0119, po kt\u00f3rej je\u017cd\u017c\u0105 trolejbusy.<\/p>\n<p>Smak zwyczajno\u015bci. Jedziemy \u0141yczakowsk\u0105 ko\u0142ysz\u0105cym si\u0119 majestatycznie tramwajem. Mijamy ko\u015bci\u00f3\u0142ek i wiem, \u017ce to ko\u015bci\u00f3\u0142ek \u015bw. Antoniego oraz to komu polewano tu g\u0142ow\u0119 wod\u0105. Na cmentarzu patrz\u0119 w ciszy na ulic\u0119 Pohulanka i p\u0119tl\u0119 tramwaju przy niej, nowe bloki na wzg\u00f3rzu.<\/p>\n<p>Inne obrazki w kolorze. Jemy czebureki przy krzykliwym targu. Pij\u0119 oran\u017cad\u0119 z wielkiej jak kasa pancerna maszyny. Albo wiecz\u00f3r. Siedzimy na \u0142awce d\u0142ugo po zmroku obok staruszk\u00f3w graj\u0105cych w ko\u015bci. M\u0119\u017cczy\u017ani przy stoliku pij\u0105 piwo i jedz\u0105 suszone kalmary. Ta sama ciep\u0142a noc zagarnia podszewk\u0119 miasta za oknem hotelu i niesie bardzo g\u0142o\u015bn\u0105 muzyk\u0119.<\/p>\n<p>Przy stromym placyku kupuj\u0119 papierosy w gatunku klasy trzeciej (kosztuj\u0105ce ok. 70 groszy, takie same jak pali\u0142 Wilk ze znanej kresk\u00f3wki). Sprzedawca zapytany przez kogo\u015b po angielsku, jakie ukrai\u0144skie papierosy s\u0105 najlepsze, odpowiada: \u201eall of them\u201d.<\/p>\n<p>Na szczycie kopca Wysokiego Zamku ciemni od s\u0142o\u0144ca ch\u0142opcy w mundurach robi\u0105 sobie zdj\u0119cia. Kobieta ze \u015bmiesznym psem wypo\u017cycza lornetki. Jest du\u017co niebieskiego powietrza. Widz\u0119 wszystko jak na poczt\u00f3wce z wakacji. Z perspektywy wzg\u00f3rza stare miasto maleje. Wie\u017ce Uspie\u0144skiej i ratusza. Ci\u0119\u017cko nawet wyr\u00f3\u017cni\u0107 w\u015br\u00f3d drzew lini\u0119 Wa\u0142\u00f3w Hetma\u0144skich.<\/p>\n<p>Do ormia\u0144skiej katedry wbrew pozorom nie mo\u017cna wej\u015b\u0107 od strony ulicy Ormia\u0144skiej. Trzeba wr\u00f3ci\u0107 jedn\u0105 przecznic\u0119 i wej\u015b\u0107 w bram\u0119 domu. Jeszcze nie wiem, \u017ce \u015bwiat\u0142o czeka na przyko\u015bcielnym podw\u00f3rku. Kiedy wn\u0119trze pustoszeje i cichnie \u015bpiew, wychodzimy tam. Na g\u0142adkim czarnym kamieniu zmar\u0142y \u201etysi\u0105c sze\u015b\u0107set dziewi\u0119\u0107 a pi\u0119\u0107dziesi\u0105t\u201d prosi w naszym ojczystym j\u0119zyku. Pami\u0119tam pan\u00f3w z tego czasu rze\u017abionych po \u015bmierci w zbrojach, trzymaj\u0105cych d\u0142onie na mieczach. I ten napis wywo\u0142uje we mnie b\u0142ysk. Chodzimy po nagrobnych p\u0142ytach i odczytujemy strz\u0119py s\u0142\u00f3w.<\/p>\n<p>Siedzimy potem na g\u0142\u00f3wnej ulicy. Pij\u0119 piwo. Nad t\u0119 cz\u0119\u015b\u0107 planety powoli nadci\u0105ga noc.<\/p>\n<p>Gdybym ogl\u0105da\u0142 wcze\u015bniej stare zdj\u0119cia, rozpozna\u0142bym Prospekt Akademicki (Szewczenki) z u\u015bmiechem. Jeszcze par\u0119 lat temu mia\u0142bym z tym problemy. Ulica straszy\u0142a kikutami przyci\u0119tych topoli. Teraz ma\u0142e cisy wskrzeszaj\u0105 ducha alei. Jest tu niezwyk\u0142y sklep ze s\u0142odyczami. Nie mog\u0119 w niego uwierzy\u0107.<\/p>\n<p>Jedziemy marszrutk\u0105 w stron\u0119 wielkich osiedli (kt\u00f3re ju\u017c troch\u0119 mniej strasz\u0105). Jedziemy brukowan\u0105 ulic\u0105 z pl\u0105tanin\u0105 tor\u00f3w po\u015brodku. Nie wiem co w tej ulicy jest, ale chc\u0119 zapami\u0119ta\u0107 j\u0105 w jej ogromnej zwyk\u0142o\u015bci. Potem zamieniamy marszrutk\u0119 na pachn\u0105cy jak wi\u0119kszo\u015b\u0107 aut tutaj benzyn\u0105 autobus. Wyje\u017cd\u017camy z miasta i nie ogl\u0105dam si\u0119 za siebie. Autobus na wybojach podejrzanie czym\u015b pobrz\u0119kuje.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Na pocz\u0105tku nasz autobus stoi w kolejce, a ja ogl\u0105dam teatr w ogonku obok. Gruby kierowca w podkoszulce usi\u0142uje wcisn\u0105\u0107 swoj\u0105 Wo\u0142g\u0119 w g\u0142\u00f3wny nurt aut. Kiedy to mu si\u0119 nie udaje, tr\u0105bi, wysiada i krzyczy. Nast\u0119pnie ociera pot z czo\u0142a i wraca za kierownic\u0119. Czeka, usi\u0142uje powt\u00f3rzy\u0107 manewr. W miasteczku za granic\u0105 kierowca wykonuje<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":2131,"menu_order":0,"comment_status":"closed","ping_status":"open","template":"","meta":{"footnotes":""},"class_list":["post-2135","page","type-page","status-publish","hentry"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/2135","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=2135"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/2135\/revisions"}],"up":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/2131"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/poli.kasprzak.biz\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=2135"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}